Pogoda z jednej strony nie rozpieszcza, a z drugiej pozwala wiele rzeczy. Wolę pracować w ogrodzie przy deszczowej pogodzie. Łatwiej plewić, kopać. Jednak i my, i rośliny potrzebują słońca. Wszystko tonie w soczystej zieleni.Otaczają nas jej dziesiątki odcieni.
Niepokoi tylko ten systematyczny wzrost wód. Ten niewielki potok wczoraj wyglądał tak. A jak będzie wyglądał za parę dni, w czasie, których ciągle pada nie da się przewidzieć. Jednak ten deszcz jest na swój sposób piękny. Osnuwa wszystko zieloną mgłą. Otula każdy centymetr świata. I, gdzieś tam na krańcu świata, przycupnął mały dom o drzwiach za małych, oknach za szerokich, gdzie nikt nie pyta, tylko snują się opowieści. Klon przytulił się do starej szopy. Podtrzymuje je swoimi młodymi, hardymi ramionami, a ogromna lipa z dębem czuwa nad domem jak stary ojciec z matką.
Rośliny zaczęły wzrastać i piąć się ku górze w poszukiwaniu najdrobniejszych promieni słońca. W Beskidach nadszedł czas gwałtownych burz. W tym roku spóźniony, jakby zapowiadał inne zmiany w przyrodzie. Trzeba obserwować i być czujnym, a znaki same się pojawią.
Pierwsze grzyby w tym roku wyrosły z ziemi,obdarowując nas swym głębokim, ziemistym aromatem.
Nastał czas darów. Ziemia ofiaruje nam swoje owoce, dzieląc się jak z bratem. I powoli zapełniają się spiżarnie. Truskawki, sok z czarnego bzu, miód majowy, pierwsze kiszone ogórki i wszechobecne zioła.








Komentarze
Prześlij komentarz