Przejdź do głównej zawartości

Leśne Ludki

 Właściwie nie wiem skąd ta nazwa przyszła do mnie. Po prostu pewnego dnia przyszła i została. Zagnieździła się najpierw w myśli, później objęła mój język we władanie, następnie wwierciła się w moją duszę. I została. Zaczęłam tak nazywać moje dzieci. Trzy małe ludki, które przemierzają zielony świat. Wrzucając krótkie relacje do social mediów z ich wypraw zdałam sobie sprawę, że większość jest z naszych leśnych wypraw. 

Tłok zawsze mnie deprymował i przyprawiał o krótkie momenty zatrzymania bicia serca. Boję się, że nagle któreś z dzieci w tej wielkiej fali zniknie, a ja go nie znajdę na czas. Nie uchronię, a fala go pochłonie. 

Tłum odbieram jak ogromną falę, która zalewa nas, pochłania, a później przeżutych, zmiętych wypluwa. Wszędzie poruszają się kolorowe synapsy fali. Długie, krótkie, szerokie, niskie, wysokie. Z mackami rozpostartymi, zakończone ciężkimi papierowymi, częściej plastikowymi workami, wyładowanymi konsumenckim produktem. W tym wirze czuję, że tonę.  

Dlatego nie lubię zabierać tam dzieci. Wybieramy niszowe muzea, niekomercyjne miejsca, a najbardziej lubię naturę, gdzie na ogół jesteśmy sami. Właściwie nie jesteśmy sami. Towarzyszą nam członkowie Leśnego Ludu, ale o tym innym razem, gdy nadejdzie czas. Natura.

Ona do mnie przemawia, otula i zapewnia poczucie bezpieczeństwa. Zielona mgiełka delikatnie osiada na naszej skórze, pieszcząc najmniejszy por naszej skóry. Słońce biega po nas. Stajemy się nakrapianymi, żywymi ludkami, bawiącymi się z Leśnym Echem. 

Echo stało się towarzyszem naszych zabaw. Droczy się, bawi w chowanego, czasami wyśmiewa nasz zachwyt, bądź zdziwienie, a niekiedy obrażone siedzi pod swoją paprocią i nie odpowiada na nasze zaczepki. Echo jednak zasługuje na osobną historię przy innej okazji. Dziś zaśniemy z marzeniami o ciepłej wiośnie, pięknych narcyzach, które swe główki kierują w stronę słońca i śpiewie ptaków, nawołujących swoich towarzyszy. Pomimo kwietnia dalej pada śnieg. W tym roku Wiosna jakaś obrażona na nas. 

                                                                                                                             Zielone pozdrowienia 



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Zdrowe jedzenie. Czy jest to możliwe?

 Kwestia zdrowego żywienia dość mocno mnie nurtuje od dłuższego czasu. Oczywiście, nie jestem jakąś skrajną fundamentalistką, jeżeli chodzi o jedzenie. Lubię gotować, lubię poszukiwać i tworzyć. Ogólnie lubię dobrze jeść. Poszukiwania doprowadzają mnie na różne strony i czytam różne przepisy. Mając troje dzieci i ciężko pracującego partnera, wolę dbać o ich jadłospis. Może z rok temu natrafiłam na stronę  Home - Paleo Strefa Moniki Piaseckiej . Autorka opisuje dietę paleo i keto. Nie mam za dużo samozaparcia, żeby stosować jakiekolwiek diety, ale przepisy, które znalazłam u pani Moniki: palce lizać. Nie byłabym sobą, gdybym czegoś nie zmieniła, dlatego mam problemy z ciastami ;)  Danie główne: 1. Tortilla 2. Surówka z białej kapusty 3. Dodatki Tortilla 6 kopiatych łyżek mąki (autorka podaje wersję paleo, ja dałam zwykłą) 4 jajka  1 łyżka oleju (oliwa z oliwek) *olej do smażenia W oryginale autorka daje oczywiści olej kokosowy i miksuje. U mnie ciasto było zbyt gęste,...

Deszczowa piosenka

Pogoda z jednej strony nie rozpieszcza, a z drugiej pozwala wiele rzeczy. Wolę pracować w ogrodzie przy deszczowej pogodzie. Łatwiej plewić, kopać. Jednak i my, i rośliny potrzebują słońca. Wszystko tonie w soczystej zieleni.Otaczają nas jej  dziesiątki odcieni. Niepokoi tylko ten systematyczny wzrost wód. Ten niewielki potok wczoraj wyglądał tak. A jak będzie wyglądał za parę dni, w czasie, których ciągle pada nie da się przewidzieć. Jednak ten deszcz jest na swój sposób piękny. Osnuwa wszystko zieloną mgłą. Otula każdy centymetr świata. I, gdzieś tam na krańcu świata, przycupnął mały dom o drzwiach za małych, oknach za szerokich, gdzie nikt nie pyta, tylko snują się opowieści. Klon przytulił się do starej szopy. Podtrzymuje je swoimi młodymi, hardymi ramionami, a ogromna lipa z dębem czuwa nad domem jak stary ojciec z matką. Rośliny zaczęły wzrastać i piąć się ku górze w poszukiwaniu najdrobniejszych promieni słońca. W Beskidach nadszedł czas gwałtownych burz. W tym ...

Ty mój zielonostanie, czym ten świat bez Ciebie?

Sierpień nadszedł i rozgościł się na dobre. Kwitnie wrotycz, arcydzięgiel i krwawnik. Dziurawiec nabiera kolorów ziemi. Jakby oddawał słoneczne blaski, a nabierał mocy ziemi.  Każdy dzień przynosi coś innego, coś dobrego. Sianokosy już za nami. Było wesoło i przaśnie. Pięć kobiet podniosło ramię w ramię grabie i zbierało dary łąk. Śmiałyśmy się, żartowały jak kiedyś nasze mamy i babcie podczas "szkubania" ptactwa domowego, czy zbiorów.     Jutro nadejdzie wrzesień. Ten rok jednego dnia płacze deszczem, a już następnego pieści nas pajęczyną słońca. Czas jednak jest łaskawy, bo daje możliwość spacerów i zbiorów. To dziwne, ale w powietrzu czuję zapowiedź zimy. Niby jest ciepło, ale powietrze od czasu do czasu przenika powiew śniegu. Dziwne i fascynujące.        Nadszedł czas wekowania słoików. Kiszą się dumnie wyprężone ogórki, ostra adżika czeka na swój czas, a smażone powidła kuszą swym smakiem. Mimoza czeka na nas. Już niedługo zabierzemy ją do domu, ...